Niespodziewane jesienne oczyszczanie…

Poziomkowe Wzgórze

7 dni na głodówce czyli jak się uodpornić na grypę i przeziębienia zamiast robić szczepienia?

Tak jak niespodziewanie przyszła zima na nasze Poziomkowe Wzgórze, tak niespodziewanie narodził się pomysł na jesienne oczyszczanie organizmu.

Od kilku miesięcy, trochę nieregularnie, wprowadzamy z żoną w życie jednodniowe posty na płynach. Latem to jest łatwiejsze, bo nie czuje się głodu a głównie pragnienie, jesienią przychodzi to trudniej. Taka jednodniowa głodówka odciąża organizm od procesu trawienia i pozwala spalić nadmiernie zgromadzone zapasy.

Dzień 1 głodówki

Pretekstem było małe sobotnie obżarstwo na imprezie. Pomyślałem sobie, że w niedzielę odreaguję i odciążę trochę organizm. Pogoda była szara, lekko mroźna i wilgotna, ale wraz z żoneczką i mamuśką pojechaliśmy na nasze Poziomkowe Wzgórze, gdzie dołączyła do nas dwójka znajomych i wspólnie ruszyliśmy (po małej rozgrzewce) do lasu z kijkami.

Ambitnie „połknąłem” ponad 8km, reszta towarzystwa swoim tempem, trochę spacerkiem, zbaczając do lasu na grzybki.Nordic Walking 8km

Potem herbatka w naszej nagrzanej „farelką” przyczepie… i już mnie kusiło połasowanie przywiezionymi przez gości wyjątkowymi cukierkami, orzeszkami… ale przetrwałem.

Poziomkowe Wzgórze

Reszta dnia minęła na dalszej walce z sobą… ale pamiętałem, że pierwszy dzień jest najtrudniejszy. 

Waga przed rozpoczęciem głodówki 86kg.

Dzień 2 głodówki

W poniedziałek rano okazało się, że nie jestem bardzo głodny, więc opity wodą, ruszyłem do pracy z zapasem przefiltrowanej wody. Pomyślałem, że jeżeli przetrwam ten dzień na wodzie, to spróbuję przedłużyć głodówkę do 3 dni. Już krótkotrwała głodówka stymuluje regenerację układu odpornościowego, przekształcając komórki macierzyste ze stanu uśpionego do stanu autoregeneracji.

Okazuje się, że głodówka w warunkach stresu i funkcjonowania w firmie, w kontakcie z domową nie opróżnioną lodówką jest znacznie trudniejsza niż moje dotychczasowe doświadczenia. Reklamy w TV i towarzystwo osób jedzących także nie pomaga. Głodówka w okresie jesiennym jest trudniejsza też ze względu na to, że organizm pozbawiony zasilania zewnętrznego mniej energii przeznacza na ogrzewanie ciała, co dość dobitnie w odczułem. 

Aby wspomóc się w postanowieniu zdecydowałem się wrócić do sprawdzonego stymulatora… czyli pisania bloga. Dzięki temu czuję, że podejmuję realne zobowiązanie i mogę podzielić się swoimi doświadczeniami. Wieczorna lewatywa z kawą rozruszała mnie na tyle, że pisanie skończyłem około godz. 1:00.

Dzień 3 głodówki

Odkrywam ponownie lekkość snu z pustym żołądkiem, co na codzień niestety nie często mi się to zdarza. Poranne lekkie osłabienie równoważę zimnym prysznicem, ssanie oleju i… do pracy, rodacy 🙂

W ciągu dnia już bez problemów, lepiej znoszę kontakt z kuchnią, nawet pół godzinki przesiedziałem w restauracyjnych zapachach, jak koledzy delektowali się obok jedzonkiem.

Poza tym trochę zimno, widać organizm oszczędza energię na ogrzewaniu 🙂

Dzień 4 głodówki

Właściwie bez problemów z łaknięciem. Wyziębienie trochę daje znać o sobie i stres w pracy. Poza tym duża różnica w pomiarze ciśnienia. Wieczorem mocno skacze.

Dzień 5 głodówki

Rano ból głowy. Może za mało wody wieczorem wypiłem? Waga spada bardziej niż przy poprzednich głodówkach, chociaż zapasy tłuszczu są mniejsze. Może to efekt większej potrzeby ogrzewania organizmu? 

Dzień 6 głodówki

Noc była trudna, bo przez jej większość, mimo skarpetek czułem wyziębione nogi. Po wieczornej naradzie z żoną uznałem, że czas powoli kończyć głodówkę i zacząć delikatne wychodzenie. Szczególnie, że za 3 dni czeka mnie montaż prestiżowej wystawy fotografii w Warszawie. Dzisiaj jeszcze na wodzie, ale robię już zakupy na bulion warzywny i grejpfruty na jutrzejszy dzień. Generalnie jeść się nie chce, ale serwis Xerox od 3 dni nie może nam udostępnić działającej drukarki… więc podnosi ciśnienie i soki żołądkowe, co raczej nie sprzyja zalecanemu przy głodówce spokoju.

Dzień 7 głodówki

Dzisiaj moja żona broni pracę n/t głodówki i mam od teraz w domu dyplomowanego naturopatę :). Ja kończę głodówkę i najpierw rozcieńczony sok z grejfpruta a potem zabiorę się za zrobienie wywaru warzywnego. Przez następne dni stopniowo będę zagęszczał pokarmy, zgodnie z instrukcją żoneczki. Mam nadzieję, że udostępni swoją pracę dyplomową na jej stronie DobreEnergie.pl, żeby inni też mogli czerpać wiedzę n/t tego sposobu oczyszczania i zdrowienia organizmu.

Waga 79kg. Jestem zaskoczony, że zeszło aż 7kg w ciągu tygodnia. Oczywiście 3-4kg szybko odzyskam, jak wypełnią się kiszeczki, ale mimo wszystko sporo.

Około południa prawie 6km z kijkami.  Nie czułem dzisiaj specjalnego ubytku energii, raczej lekkość i pustkę w brzuchu ;). Niestety, za ciepło się ubrałem i trochę mnie to spowolniło, ale przechadzka po mroźnym lesie była super pomysłem.

Nordic walking po puszczy

Po powrocie zupka warzywna z bardzo ograniczoną ilością przypraw, oczywiście bez soli. Marchew, pietruszka, pasternak, cebulka, seler – wszystko przetarte i w szybkowarze około 20 minut. Nie znalazłem przepisu, więc sam tak wymyśliłem. Smakowała wy-bor-nie 🙂

Zupka warzywna na wyjście z głodówki

Podsumowanie.

Okazuje się, że samodzielne 7-dniowe głodowanie w warunkach stresu i zimna to o wiele większe wyzwanie niż 16-dniowy post na wodzie kokosowej na Filipinach w grupie przyjaciół.

Od czasu powrotu z głodówek zimowo-wiosennych i zrzucenia zbędnych kilogramów czułem się bardzo dobrze. Intensywne treningi z kijkami (w sumie około 200km w 3 miesiące) dały mi poczucie lekkości i zdecydowanego wzrostu kondycji. Badanie zrobione w kwietniu były bardzo pozytywne i nie czułem potrzeby ich powtarzania aż do jesieni.

Kiedy po powrocie z wrześniowego owocnego 🙂 oczyszczania wątroby wykonałem badania krwi i moczu spotkało mnie zaskoczenie. Poziom białka znowu wzrósł a ciśnienie zmierzone w trakcie wizyty u lekarza skoczyło do 160/90, co w moim przypadku było ewenementem. Chyba jest to skutek stresów, które funduję sobie prowadząc firmę, bo liczyłem, że zmiana sposobu odżywiania powinna pozytywnie wpłynąć na wszystkie wyniki.

Przez kolejne dni regularnie sprawdzałem ciśnienie i w większości przypadków nie przekraczało ono 130/80. Pozostaje dylemat, czy nie wrócić do leków na nadciśnienie, które kiedyś przypisał lekarz, czy może uspokoić sprawy zawodowe i dokładniej przyjrzeć się diecie? Może jest w niej jeszcze coś, co nadal pielęgnuje stany zapalne w moim organiźmie?

Obecnie szukam odpowiedzi w książce „Roślinne kłamstwo”, która odkrywa przede mną kolejne ciekawe aspekty sposobu odżywiania. Okazuje się, że lektyny, czyli białka (m.in. gluten), zawarte w wielu roślinach są bronią roślin przed roślinożercami i mogą być przyczynami wielu stanów zapalnych. Może nam się wydawać, że jedząc roślinnie, jemy zdrowo, a mimo to nadal mamy problemy zdrowotne. Autor książki radzi, jakie rośliny są dla nas korzystne oraz jak je przygotowywać i kiedy jeść. Baaardzo ciekawe.

Mogę polecić też „Leczenie odżywianiem. Stany zapalne” – książka trochę skażona amerykańskim stylem życia, ale także dająca pojęcie o przyczynach wielu chorób autoimmunologicznych. 

Ssanie oleju.

W połowie października rozpocząłem codzienne płukanie ust olejem. Rano tuż po obudzeniu biorę łyżkę dobrej jakości tłoczonego na zimno oleju słonecznikowego i płuczę usta dokładnie go „fleczerując” przez conajmniej 10 minut. 

Płukanie ust olejem jest znane od tysięcy lat w kulturze wschodniej i daje wiele korzyści, np:

  • oczyszcza zatoki i gardło
  • usuwa parodontozę,
  • wygładza skórę,
  • detoksykuje jamę ustną, w której zbierają się bakterie, wirusy i grzyby
  • wzmacnia układ odpornościowy

Jest wiele źródeł na temat korzyści ssania oleju, więcej możecie poczytać np. na blogu Agnieszki Maciąg. Warto to stosować szczególnie jesienią na wzmocnienie organizmu.

Polecam 🙂

 

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*

F a c e b o o k